Czuwanie młodzieży

 

POBIERZ tekst:

doc pdf

 

Czuwanie młodzieży przy obrazie i relikwiach należy do tych wydarzeń, którym trzeba poświęcić szczególną uwagę i dobrze przygotować. Spotkanie to, podobnie jak w przypadku innych grup, powinno być uwieńczeniem dłuższego procesu pracy formacyjnej prowadzonej w parafii, mającej na celu przybliżenie młodym ludziom tajemnicy miłosierdzia i pomoc w rozwijaniu postawy, której uczy nas Chrystus.

Należy zachęcić młodzież, aby uczestniczyła wraz z całą parafią w uroczystości przywitania i pożegnania obrazu, a także w ich czuwaniu, które zapewne odbędzie się wieczorem. Możliwe są też w niektórych parafiach spotkania z gimnazjalistami przed południem.

Poniżej zamieszczona została propozycja spotkania zawierająca kilka części. Każda z nich może stanowić samodzielne spotkanie. Można też połączyć dwie lub trzy z podanych sugestii. Najbardziej owocne będzie zapewne spotkanie, które przygotują grupy młodzieżowe posługujące w parafii, pod kierunkiem swoich duszpasterzy. Poniższe teksty mogą stanowić dla nich inspirację.

 

Wersja I – Uczczenie obrazu i relikwii

 

Początek spotkania z młodzieżą może mieć charakter uczczenia obrazu i relikwii. Jeśli w czasie rekolekcji przygotowujących do nawiedzenia nie było medytacji obrazu, można to uczynić teraz, ukazując szczegóły, które na tym obrazie są widoczne. Jest to obraz, który pomaga w spotkaniu. Jezus idzie w stronę człowieka, a obydwie ręce pokazują dary, które mu przynosi. Jedna ręka jest uniesiona w geście błogosławieństwa, a druga wskazuje na serce, z którego wypływają promienie łask. Bramą, którą Jezus wchodzi w nasze życie, są słowa: „Jezu, ufam Tobie”. Kto nie potrafi w ten sposób zwrócić się do Jezusa, ten zamyka się na Jego obecność i Jego dary. Kto uczy się zaufania i coraz bardziej ufa temu, co Jezus mówi i co czyni, ten coraz bardziej doświadcza potęgi Jego miłosierdzia.

Jeśli w czasie spotkania planowane jest przeżycie uczczenia obrazu i relikwii, można wykorzystać teksty zamieszczone tutaj.

 

Wersja II – Przebaczenie

 

Niezwykle ważnym przeżyciem czasu nawiedzenia dla wszystkich członków wspólnoty parafialnej jest pogłębienie umiejętności wzajemnego przebaczania. Problematyka ta została szerzej podjęta w drodze krzyżowej. Jeśli młodzież w niej nie uczestniczyła, można jej to teraz zaproponować, dobierając odpowiednie pieśni i ubogacając nabożeństwo wprowadzeniem dodatkowych znaków, np. gestu podania ręki innym.

Można również wybrać główne myśli rozważań tam zaproponowanych i ukształtować z nich jedną część młodzieżowego czuwania.

 

Wersja III – Wydobyć dobro spod nawarstwień zła

 

Jednym z najpiękniejszych określeń tajemnicy miłosierdzia są słowa bł. Jana Pawła II, zapisane w encyklice o miłosierdziu Bożym: „W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” (DM 6). Słowa te są podsumowaniem całego rozdziału encykliki. Papież rozważa w nim Przypowieść o synu marnotrawnym. W czasie spotkania z młodzieżą można odczytać wybrane fragmenty tego rozdziału, przeplatając je chwilami ciszy, śpiewem i modlitwą. Można je również ubogacić znakami, które pokazują, co to znaczy być przywalonym wielorakim złem i czym jest wyprowadzenie człowieka z takiego stanu. Oto główne myśli takiego spotkania.

Śpiew: Misericordias Domini.

Prowadzący (P): Po długim okresie przygotowania i oczekiwania gromadzimy się na modlitwie przy szczególnych znakach Bożej obecności. Są nimi: obraz Jezusa Miłosiernego oraz relikwie wielkich apostołów miłosierdzia Bożego, św. Siostry Faustyny i bł. Jana Pawła II. W dzisiejszym spotkaniu chcemy zatrzymać się dłużej przy słowach Jana Pawła II, zapisanych w encyklice o miłosierdziu. Papież pisze: „W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” (DM 6).

Każdy człowiek został stworzony jako dobry, gdyż nosi w sobie obraz i podobieństwo do Boga. Często jednak to dobro, ta wspaniała cecha ludzkiego bytu, zostaje przywalona różnymi warstwami zła. Na zewnątrz widać zło, a wewnątrz jest obecne dobro. Ktoś mówi, że mamy złe intencje, a my chcemy czegoś dobrego.

W naszym dzisiejszym spotkaniu chcemy wsłuchać się w słowa Jana Pawła II, w których tłumaczy nam on tę tajemnicę, komentując przypowieść Pana Jezusa o synu marnotrawnym. Poszczególne fragmenty tego pięknego opowiadania będziemy przeplatać chwilami milczenia i śpiewem pieśni.

Śpiew: Miłość Bożą w sercu mym lub inny śpiew.

L1: „W Przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32) słowo «miłosierdzie» nie pada ani razu, równocześnie zaś sama istota miłosierdzia Bożego wypowiedziana zostaje w sposób szczególnie przejrzysty. Służy temu nie samo słownictwo, jak w Księgach starotestamentowych, ale analogia, która najpełniej pozwala zrozumieć samą tajemnicę miłosierdzia, jakby głęboki dramat rozgrywający się pomiędzy miłością ojca a marnotrawstwem i grzechem syna.

Ten syn, który otrzymuje od ojca przypadającą mu część majątku i z tą częścią opuszcza dom, aby w dalekich stronach wszystko roztrwonić, «żyjąc rozrzutnie», to poniekąd człowiek wszystkich czasów, począwszy od tego, który po raz pierwszy utracił dziedzictwo łaski i sprawiedliwości pierwotnej. Analogia jest w tym miejscu bardzo pojemna. Przypowieść dotyka pośrednio każdego złamania przymierza miłości, każdej utraty łaski, każdego grzechu. Mniej uwydatnia się w tej analogii niewierność całego ludu Izraela, tak jak to miało miejsce w tradycji prorockiej, ale również i tam sięga analogia marnotrawnego syna. Ten syn «gdy wszystko wydał (…) zaczął cierpieć niedostatek» tym bardziej, że «nastał ciężki głód w owej krainie», do której udał się, opuszczając dom ojcowski. I w tym stanie rzeczy pragnął pożywić się czymkolwiek, bodaj tym, czym «żywiły się świnie», które podjął się pasać u «jednego z obywateli owej krainy». Ale nawet tego nikt mu nie chciał podać”.

Chwila ciszy.

Śpiew kanonu.

L2: „Analogia wyraźnie przesuwa się ku wnętrzu człowieka. Dziedzictwo, które otrzymał od ojca, było pewnym zasobem dóbr materialnych; jednakże ważniejsza od tych dóbr była godność syna w domu ojca. Sytuacja, w jakiej się znalazł wraz z utratą owych dóbr, musiała mu uświadomić tę właśnie utraconą godność. Nie myślał o tym w przeszłości, wówczas, kiedy domagał się od ojca swojej części majątku, ażeby pójść z nią w świat. I zdaje się nie uświadamiać sobie tego nawet i teraz, kiedy mówi do siebie: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę!». Mierzy siebie miarą tych dóbr, które utracił, których «nie ma», podczas gdy najemnicy w domu jego ojca «mają». Słowa te świadczą przede wszystkim o stosunku do dóbr materialnych. A jednak poza powierzchnią tych słów kryje się cały dramat utraconej godności, świadomość zmarnowanego synostwa.

I wtedy przychodzi decyzja: «Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mnie choćby jednym z najemników» (Łk 15,18 n.). Te słowa odsłaniają głębiej sprawę najistotniejszą. W synu marnotrawnym poprzez całokształt sytuacji «materialnej», w jakiej się znalazł na skutek swojej lekkomyślności, na skutek grzechu, dojrzało poczucie utraconej godności. Kiedy decyduje się pójść z powrotem do domu rodzinnego i prosić ojca o przyjęcie – lecz nie na prawach syna, ale najemnika – zewnętrznie biorąc, zdaje się działać ze względu na głód i nędzę, w jaką popadł, jednakże motyw ten jest przeniknięty świadomością głębszej utraty: być najemnikiem w domu własnego ojca, to z pewnością głębokie upokorzenie i wstyd. Uświadamia sobie, że nie ma prawa do niczego więcej, jak do stanu najemnika w domu swojego ojca. Decyzja jego zastaje podjęta z całym poczuciem tego, na co zasłużył i do czego jeszcze może mieć prawo przy zachowaniu ścisłej sprawiedliwości. Właśnie to rozumowanie ukazuje, iż w centrum świadomości syna marnotrawnego znalazło się poczucie utraconej godności, tej, która wynikała ze stosunku syna do ojca. I z tak podjętą decyzją wyrusza w drogę”.

Chwila ciszy.

Śpiew kanonu.

L1: „W przypowieści o synu marnotrawnym nie występuje ani razu słowo «sprawiedliwość», podobnie jak w tekście oryginalnym nie ma też wyrażenia «miłosierdzie». A jednak w sposób ogromnie precyzyjny stosunek sprawiedliwości do tej miłości, która objawia się jako miłosierdzie, zostaje wpisany w samą treść ewangelicznej przypowieści. Tym jaśniej widać, iż miłość staje się miłosierdziem wówczas, gdy wypada jej przekroczyć ścisłą miarę sprawiedliwości, ścisłą, a czasem nazbyt wąską. Syn marnotrawny z chwilą utraty wszystkiego, co otrzymał od ojca, zasługuje na to, ażeby – po powrocie – pracując w domu ojca jako najemnik, zapracował na życie i ewentualnie stopniowo dopracował się jakiegoś zasobu dóbr materialnych, chyba nigdy już w takiej ilości, w jakiej zostały one przez niego roztrwonione. Tego domagałby się porządek sprawiedliwości. Tym bardziej, że ów syn nie tylko roztrwonił swoją część majątku, jaką otrzymał od ojca, ale także dotknął i obraził tego ojca całym swoim postępowaniem. Postępowanie to, które w jego własnym poczuciu pozbawiło go godności syna, nie mogło być obojętne dla ojca. Musiało go boleć. Musiało go w jakiś sposób także obciążać. Przecież chodziło w końcu o własnego syna. Tego zaś stosunku żaden rodzaj postępowania nie mógł zmienić ani zniszczyć. Syn marnotrawny jest tego świadom; świadomość ta jednak każe mu tym wyraźniej widzieć utraconą godność i prawidłowo oceniać miejsce, jakie może mu jeszcze przysługiwać w domu ojca”.

Chwila ciszy.

Śpiew kanonu.

L2: „Ten precyzyjny rysunek stanu duszy marnotrawnego syna pozwala nam z podobną precyzją zrozumieć, na czym polega miłosierdzie Boże. Nie ulega wszak wątpliwości, iż w tej prostej, a tak wnikliwej analogii, postać ojca odsłania nam Boga, który jest Ojcem. Postępowanie tego ojca z przypowieści, cały sposób zachowania się, który uzewnętrznia wewnętrzną postawę, pozwala nam odnaleźć poszczególne wątki starotestamentowej wizji Bożego miłosierdzia w zupełnie nowej syntezie, pełnej prostoty i głębi zarazem. Ojciec marnotrawnego syna jest wierny swojemu ojcostwu, wierny tej swojej miłości, którą obdarzał go jako syna. Ta wierność wyraża się w przypowieści nie tylko natychmiastową gotowością przyjęcia go do domu, gdy wraca, roztrwoniwszy majątek. Wyraża się ona jeszcze pełniej ową radością, owym tak szczodrym obdarowaniem marnotrawcy po powrocie, że to aż budzi sprzeciw i zazdrość starszego brata, który nigdy nie odszedł od Ojca i nie porzucił jego domu.

Ta wierność samemu sobie ze strony ojca – znany już rys starotestamentowego hesed – znajduje równocześnie szczególny wyraz uczuciowy. Czytamy, że skoro tylko ojciec ujrzał wracającego do domu marnotrawnego syna, «wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go» (Łk 15,20). Ów ojciec niewątpliwie działa pod wpływem głębokiego uczucia i tym się również tłumaczy jego szczodrość wobec syna, która tak oburzyła starszego brata. Jednakże podstaw do owego wzruszenia należy szukać głębiej. Oto ojciec jest świadom, że ocalone zostało zasadnicze dobro: dobro człowieczeństwa jego syna. Wprawdzie zmarnował majątek, ale człowieczeństwo ocalało. Co więcej, zostało ono jakby odnalezione na nowo. Wyrazem tej świadomości są słowa, które ojciec wypowiada do starszego syna: «trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się» (Łk 15,32). W tym samym rozdziale Ewangelii św. Łukasza czytamy przypowieści o znalezionej owcy (por. Łk 15,3-6) i o odnalezionej drachmie (por. Łk 15,8 n.), i za każdym razem uwydatniona jest taka sama radość, jak w wypadku syna marnotrawnego. Owa ojcowska wierność sobie jest całkowicie skoncentrowana na człowieczeństwie utraconego syna, na jego godności. Radosne wzruszenie w chwili jego powrotu do domu tym nade wszystko się tłumaczy”.

Chwila ciszy.

Śpiew kanonu.

L1: „Można przeto – idąc dalej – powiedzieć, że miłość do syna, która wynika z samej istoty ojcostwa, niejako skazuje ojca na troskę o godność syna. Troska ta jest miarą jego miłości, tej miłości, o której później napisze św. Paweł, że «cierpliwa jest, łaskawa jest (…) nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego», że «współweseli się z prawdą (…) we wszystkim pokłada nadzieję (…) wszystko przetrzyma» i że «nigdy nie ustaje» (1 Kor 13,4-8). Miłosierdzie – tak jak przedstawił je Chrystus w Przypowieści o synu marnotrawnym – ma wewnętrzny kształt takiej miłości, tej, którą w języku Nowego Testamentu nazwano agape. Miłość taka zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ów, który doznaje miłosierdzia, nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i «dowartościowany». Ojciec ukazuje mu nade wszystko radość z tego, że «się odnalazł», z tego, że «ożył». A ta radość wskazuje na dobro nienaruszone: przecież syn, nawet i marnotrawny, nie przestał być rzeczywistym synem swego ojca; wskazuje także na dobro odnalezione z powrotem: takim dobrem był w wypadku marnotrawnego syna powrót do prawdy o sobie samym.

Tego, co się dokonało pomiędzy ojcem a synem z Chrystusowej przypowieści, nie sposób ocenić «od zewnątrz». Nasze uprzedzenia na temat miłosierdzia są najczęściej wynikiem takiej właśnie zewnętrznej tylko oceny. Nieraz na drodze takiej oceny dostrzegamy w miłosierdziu nade wszystko stosunek nierówności pomiędzy tym, kto je okazuje, a tym, który go doznaje. I z kolei gotowi jesteśmy wyciągnąć wniosek, że miłosierdzie uwłacza temu, kto go doznaje, że uwłacza godności człowieka. Przypowieść o synu marnotrawnym uświadamia nam, że jest inaczej: relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa. To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie (takie widzenie w prawdzie jest autentyczną pokorą); dla ojca zaś właśnie z tego powodu staje się on dobrem szczególnym: tak bardzo widzi to dobro, które się dokonało na skutek ukrytego promieniowania prawdy i miłości, że jak gdyby zapomina o całym złu, którego przedtem dopuścił się syn”.

L2: „Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża w sposób prosty i dogłębny rzeczywistość nawrócenia. Nawrócenie jest najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w ludzkim świecie. Właściwym i pełnym znaczeniem miłosierdzia nie jest samo choćby najbardziej przenikliwe i najbardziej współczujące spojrzenie na zło moralne, fizyczne czy materialne. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa. Tak też rozumieli i tak urzeczywistniali miłosierdzie wszyscy Jego uczniowie i naśladowcy. Nie przestała ona nigdy objawiać się w ich sercach i czynach jako szczególnie twórczy sprawdzian tej miłości, która „nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża” (por. Rz 12,21). Trzeba, ażeby to właściwe oblicze miłosierdzia było wciąż na nowo odsłaniane. Naszym czasom wydaje się ono – pomimo wszelkich uprzedzeń – szczególnie potrzebne”.

Chwila ciszy.

Śpiew kanonu.

P: Miłosierny Jezu, dziękujemy Ci za Przypowieść o synu marnotrawnym. Dziękujemy Ci za objawienie nam w niej tajemnicy miłosierdzia. Poznaliśmy lepiej to misterium i umocniliśmy się w gotowości naśladowania miłosiernego samarytanina. Chcemy w drugim człowieku widzieć przede wszystkim dobro, nawet jeśli jest ono ukryte pod wieloma warstwami zła. Pragniemy sami czynić dobro i pomagać innym w takiej postawie. O ten dar prosimy Cię pokornie przez wstawiennictwo św. Siostry Faustyny i bł. Jana Pawła II.

Następuje śpiew litanii lub inne modlitwy za przyczyną tych apostołów Bożego miłosierdzia. W tym czasie można zaprosić chętnych, aby podchodzili i ucałowali relikwie.

 

Wersja IV – Teksty biblijne o miłosierdziu

 

Spotkanie z młodzieżą można również przygotować w oparciu o teksty biblijne mówiące wprost o miłosierdziu Bożym lub wskazujące na czyny miłosierdzia. Tych tekstów jest bardzo wiele. Ich większy wybór znajduje się na stronie internetowej poświęconej peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego. Chodzi głównie o teksty krótkie, często jednozdaniowe. Na końcu spotkania każdy uczestnik mógłby taki tekst zabrać ze sobą, aby stał się dla niego inspiracją i pomocą w dojrzewaniu duchowym.

 

Wersja V – Celebracja: „Słowo – czyn – modlitwa”

 

Poniżej zamieszczona jest również propozycja celebracji ukazującej postawę miłosierdzia wyrażającą się w słowie, czynie i modlitwie. Można wybrać tę problematykę na spotkanie z młodzieżą.

Śpiew: Barka lub inny śpiew.

Prowadzący (P): Panie Jezu, przychodzimy do naszej świątyni, aby spotkać się z Tobą. Chcemy Ci towarzyszyć, być blisko Ciebie, tak jak uczniowie, którzy mogli słuchać Twego głosu, którzy mogli widzieć Twoje czyny, którzy mogli się od Ciebie uczyć jak kochać człowieka żyjącego obok nas. Nasze życie nie jest łatwe. Ty, Jezu, doskonale o tym wiesz. Codziennie każdy z nas podejmuje wyzwania, które stawia przed nim życie, zmaga się z problemami i z sobą samym. Dlaczego, Panie Jezu, jest to takie trudne? Dlaczego tyle trosk, tyle zmartwień, tyle wyborów i decyzji do podjęcia? A my chcemy może po prostu wygrać swoją młodość, chcemy wygrać swoje życie, chcemy być szczęśliwi.

L1: (w czasie odczytywania można puścić delikatny podkład muzyczny, ale tak, aby nie zagłuszał lektora) Każdy z nas, tutaj, dokonał kolejnej ważnej decyzji w życiu – przyszedł, aby spotkać się z Tobą, bo wie, że ten czas, te wciąż uciekające minuty naszego życia, może owocnie wykorzystać. I nie będzie to czas stracony. Anton Kner powiedział kiedyś, że: „Najkosztowniejszym prezentem, jaki możemy zaoferować, jest czas. Posiadanie czasu nie jest kwestią czasu”. A Dietrich Bonhoeffer, jakby dodając do tego, napisał: „Kto sądzi, że jego czas jest za kosztowny, żeby miał go spędzić na słuchaniu, ten nigdy naprawdę nie będzie miał czasu dla Boga i brata, ale tylko zawsze dla siebie samego, na swe własne słowa i plany”.

Panie Jezu, pamiętamy dzisiejszego wieczoru również o tych naszych kolegach, koleżankach, przyjaciołach, których tutaj z nami teraz nie ma. Oni też dokonali jakiegoś wyboru. Tobie ich polecamy, ich sprawy, problemy, pytania, na które poszukują odpowiedzi, decyzje, które muszą podjąć. Błogosław im w ich poczynaniach, aby zawsze szukali w nich Ciebie.

W naszych młodych sercach i głowach przechowujemy marzenia, które dotyczą naszej bliższej i dalszej przyszłości. Koncentrują się one często wokół pragnienia: chcę być kimś, o kim się mówi, pisze. Chcę być kimś, kto jest szanowany, doceniany, z kim liczą się inni. Chcę być kimś, kto kocha i jest kochany. Szukam swojej drogi w tym życiu… W czasie naszych rozważań chcemy spojrzeć na dwoje ludzi świętych, których relikwie przebywają dzisiaj z nami tutaj w tym kościele, tego wieczoru, a którzy poszli w swym życiu za Tobą, głosząc Twoje miłosierdzie światu. Udowodnili oni, że człowiek, będąc miłosiernym, idzie drogą do świętości.

Chwila ciszy, można delikatnie pogłośnić muzykę.

L2: (odczytuje poniższą modlitwę, ale bez podkładu muzycznego)

Panie,

Dałeś człowiekowi dwoje uszu

i tylko jedne usta.

A zatem słuchanie jest dla Ciebie ważniejsze niż mowa:

Słuchać, przysłuchiwać się, posłuchać

dawać posłuch i wreszcie być posłusznym –

słowa te wyrastają z tego samego rdzenia.

Panie, pragnę Cię słuchać.

Przemawiasz do mnie przez to, co mnie spotyka.

Przemawiasz do mnie przez ludzi i ich potrzeby.

Przemawiasz do mnie

przez wszystko, co widzę i słyszę.

Otwórz mi uszy i serce,

abym dziś rzeczywiście słuchał

i w ten sposób zrozumiał,

na czym polega moje zadanie,

jak mam okazać Ci moje posłuszeństwo.

Amen.

P: Powstańmy

(odczytanie słów Ewangelii Łk 10,25-37)

Z Ewangelii św. Łukasza:

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył». Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»

Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: ‘Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał’. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»

Śpiew: Misericordias Domini in aeternum cantabo / 3×

L3: Czyn Samarytanina Jezus przedstawił z wielką subtelnością. Natychmiast, kiedy tylko Samarytanin zobaczył nieszczęśnika, wzruszył się głęboko („głęboka” miłość to ta, którą objawił nam Bóg w Starym Testamencie, a Jezus w Ewangelii). Miłość tego człowieka jest pełna czułości: zawiązuje rany, obmywa je winem i oliwą, zgodnie z panującymi ówcześnie sposobami niesienia pomocy, w końcu powierza opiece właściciela gospody z prośbą, «by go pielęgnował» (stwierdzenie to zostało powtórzone w przypowieści dwukrotnie). Dodatkowo daje gospodarzowi, na wypadek konieczności dalszej opieki, dwa denary, co równało się dwudniowej zapłacie robotnika.

Miłosierny Samarytanin uosabia miłość indywidualną. Chrześcijanie znajdują w tym mężczyźnie swój symbol. Prawdziwa wspólnota to taka, w której nie ma podziałów rasowych, politycznych czy religijnych. My również, jakże często podobni do kapłana i lewity i jak oni, kiedy spotykamy jakiegoś biedaka, osobę, która potrzebuje naszej pomocy, kogoś, kogo nie darzymy sympatią, wolimy odwrócić twarz w drugą stronę. On – Samarytanin – otwiera przed rannym pełne czułości serce, chętne do działania ręce oraz nieograniczoną czułość i ofiarność.

Zachowanie Jezusa, jak też postępowanie Dobrego Samarytanina – poprzez ich konkretne czyny – stanowią dowód wyrozumiałości i miłosierdzia w stosunku do drugiego człowieka. Takie działanie powinno charakteryzować każdego wierzącego, każdego z nas. To jedyny sposób wzajemnego zbliżania się osób do siebie: owo zbliżanie się jest nieodzownym warunkiem do tego, aby każdy z nas pozostawał przy życiu.

Śpiew: O, Piękności niestworzona.

L4: W odczytanej dzisiejszego wieczoru (dzisiejszej nocy) Ewangelii Jezus potwierdził, że na miłość Boga winien człowiek odpowiedzieć miłością. Aby osiągnąć życie wieczne, należy zachować przykazanie miłości Boga i bliźniego. Do uczonego w Prawie, a jednocześnie do każdego z nas zgromadzonych dzisiaj w naszej świątyni, mówi Pan Jezus: „To czyń, a będziesz żył” (por. Łk 10,28). A w Kazaniu na górze dodaje: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Każdy z nas może otworzyć Dzienniczek św. Siostry Faustyny i odnaleźć tam następujący fragment: „Córko Moja, jeżeli przez Ciebie żądam od ludzi czci dla Mojego miłosierdzia, to ty powinnaś się pierwsza odznaczać tą ufnością w Miłosierdzie moje. Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypłynąć z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć, ani wymówić, ani unieważnić.

Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć miłosierdziu Mojemu. Jeżeli dusza nie czyni miłosierdzia w jakikolwiek sposób, nie dostąpi miłosierdzia Mojego w dzień Sądu” (Dz. 1317).

Święta Faustyna, pokorna zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, ogarnięta ogniem miłości Boga, na wszelki możliwy sposób świadczyła miłość innym. Przez pewien okres swojego życia pełniła obowiązki furtianki i niejednokrotnie rozdzielała jałmużnę. Miał wtedy miejsce niezwykły wypadek. „Jezus w postaci ubogiego młodzieńca dziś przyszedł do furty. Wynędzniały młodzieniec, w strasznie podartym ubraniu, bardzo był zmarznięty, bo dzień był dżdżysty i chłodny. Prosił coś gorącego zjeść. Jednak poszłam do kuchni, nic nie zastałam dla ubogich, jednak po chwili szukania znalazło się trochę zupy, którą zagrzałam i wdrobiłam trochę chleba i podałam ubogiemu, który zjadł. W chwili, gdy odbierałam od niego kubek, dał mi poznać, że jest Pan nieba i ziemi. Gdym Go ujrzała, jako jest, znikł mi z oczu. Kiedy weszłam do mieszkania i zastanawiałam się o tym, co zaszło przy furcie, usłyszałam te słowa w duszy: «córko Moja, doszły uszu Moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią Mi i podobało Mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować miłosierdzia twego...» Od tej chwili serce moje jeszcze czystszą miłością zapaliło się względem ubogich i potrzebujących” (Dz. 1312–1313).

Śpiew: Misericordias Domini in aeternum cantabo / 3×

 

Czyn

 

L1: Do czynienia miłosierdzia wezwany jest każdy z nas. Czy to takie trudne? Trzy stopnie miłosierdzia. Pierwszy – uczynek miłosierny, jakiegokolwiek on będzie rodzaju. Czy będzie to chleb kupiony ubogiemu, który podchodzi do nas? Czy będzie to ofiara złożona na głodujące dzieci z Afryki? A może po prostu będzie to żywność podarowana biedniejszym sąsiadom, nie tylko z okazji zbliżających się świąt? Czyn miłosierdzia zależy od nas. Prosty gest, podanie dłoni czy uśmiech, to już może być czyn miłosierdzia okazany bliźniemu. Tylko tutaj jest pewien drobny szczegół: najpierw potrzebującego pomocy trzeba zobaczyć, trzeba chcieć go zobaczyć.

Można tutaj przytoczyć następujące opowiadanie:

„Pewien pustelnik zobaczył w lesie jastrzębia, który niósł do swojego gniazda kawałek mięsa. Ptak poszarpał pokarm pazurami na drobniejsze części, a potem włożył go do dzioba zranionej wrony. Pustelnik, widząc jastrzębia karmiącego małą wronę, pomyślał: «Bóg dał mi znak. Nawet mała zraniona wrona nie została przez Niego zapomniana. Bóg nauczył drapieżnego ptaka przynoszenia pożywienia stworzeniu znajdującemu się w potrzebie, nie zważając na to, że pochodzi z innego gatunku. Widać, że Bóg obdarza wszystkie stworzenia tym, czego one potrzebują: my natomiast myślimy tylko o nas samych. Nie mogę myśleć jedynie o sobie! Bóg pokazał mi, co mam czynić. Nie będę więcej zabiegał o jedzenie tylko dla siebie! Widzę, że Bóg nie opuszcza żadnego ze swoich stworzeń: nie opuści również i mnie». I tak uczynił. Usiadł sobie w lesie i już się stamtąd nie ruszał: nic nie robił, tylko się modlił i modlił. Trwał tak samotnie przez trzy dni i trzy noce, nie wypił nawet łyka wody ani nie zjadł kęsa żadnego pokarmu. Po trzech dniach siły pustelnika tak osłabły, że nie był w stanie nawet podnieść ręki. Będąc osłabiony, zasnął. I wtedy pojawił mu się we śnie anioł. Anioł spojrzał na niego ze smutkiem, po czym powiedział: «Tak, ten znak był dla ciebie, żebyś nauczył się naśladować jastrzębia!»” (G. Giacobbo, Przypowieści).

 

Słowo

 

L2: Drugim stopniem jest słowo miłosierne. Jeżeli nie będę mógł wyświadczyć miłosierdzia czynem, mogę zrobić to słowem. Mogę mówić o miłosierdziu Bożym, zachęcać innych do ufności w miłosierdzie Boga w swoim środowisku życia i pracy, w szkole i na studiach. Niejednokrotnie słowem ranimy, często słowem potrafimy zabić, ale również słowo wypowiadane naszymi ustami może być słowem miłosierdzia dla bliźniego, słowem krzepiącym, które podniesie go na duchu, umocni, przywróci drugiemu radość i nadzieję. Może ta chwila jest odpowiednia, aby tu przed Jezusem Miłosiernym pomyśleć nad naszymi czynami miłosiernymi, nad naszymi słowami miłosierdzia względem drugiego człowieka. Czy były takie? Niech każdy z nas powróci pamięcią właśnie do tych chwil, przypomni sobie osoby, wydarzenia, te sytuacje…

Chwila refleksji w ciszy, ewentualnie można odtworzyć spokojną muzykę.

A może wręcz przeciwnie, nasze sumienie teraz krzyczy, wyrzuca nam brak miłosierdzia. Przypowieść o nielitościwym słudze, któremu pan darował wielki dług, a który sam nie potrafił darować niewielkiego zobowiązania wobec swojego sługi, niech będzie dla nas ostrzeżeniem. Nam, choć o tym wiemy, nieraz z tak wielkim trudem przychodzi przebaczenie tym, którzy wyrządzili nam krzywdę. Chrystus przebacza nam zawsze… Czeka na naszą chęć przemiany: mojego i twojego życia. Może to właśnie ten moment. Kiedy była ostatnia spowiedź? Jak przygotowuję się do sakramentu pokuty? Czy nie traktuję go powierzchownie i mechanicznie? Czy pamiętam, że jest on spotkaniem z miłosiernym Bogiem?

Chwila refleksji w ciszy, ewentualnie można odtworzyć spokojną muzykę.

Teraz też jest szansa dostąpić miłosierdzia Bożego za popełnione grzechy. W konfesjonale czeka Chrystus. Czeka…, nie pozwól, aby zbyt długo musiał na Ciebie czekać. Wystarczy rachunek sumienia, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy… tylko tyle, a z drugiej strony, aż tyle, aby doświadczyć miłości Ojca, który przytula powracającego syna marnotrawnego…

 

Modlitwa

 

L3: Trzecim stopniem w okazywaniu miłosierdzia jest modlitwa. Jeżeli nie będę mógł okazać miłosierdzia czynem ani słowem, to zawsze mogę modlitwą. Ojciec Święty bł. Jan Paweł II wyraźnie podkreśla w swojej książce Przekroczyć próg nadziei wyjątkowe znaczenie modlitwy. Pisze: „Modlitwa jest szukaniem Boga, a jest także objawieniem się Boga. Poprzez modlitwę Bóg objawia się jako Stwórca i Ojciec, jako Odkupiciel i Zbawca, jako Duch, który «przenika wszystko, nawet głębokość Boga samego», a przede wszystkim «tajniki ludzkich serc». Poprzez modlitwę Bóg objawia się przede wszystkim jako Miłosierdzie, to znaczy jako Miłość, która wychodzi na spotkanie człowieka cierpiącego, jako Miłość, która dźwiga, podnosi z upadku, zaprasza do ufności. Zwycięstwo dobra w świecie jest organicznie związane z tą prawdą. Człowiek, który się modli, wyznaje tę prawdę i niejako uobecnia Boga, który jest Miłością miłosierną pośród świata” (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei).

Modlitwa pozwala rozpoznać działanie Boga, Jego obecność w człowieku i człowieka, jako ukochane dziecko Boga. „Trudno w to uwierzyć, stając wobec kogoś bliskiego, który nas zawiódł, zdradził, albo wobec kogoś, kto ewidentnie uczynił zło, świadomie i dobrowolnie raniąc nas i naszych bliskich. Tutaj modlitwa jest odpowiedzią wobec bezradności intelektualnej i emocjonalnej, staje się początkiem przebaczenia. To kwestia heroizmu, zapewne… Z modlitwy rodzi się miłość i nadzieja, albo przynajmniej znika pragnienie zemsty. Ale tak naprawdę, tylko doświadczając Bożego miłosierdzia i pokładając w nim nadzieję, możliwe jest przyjęcie losu człowieka zdradzanego. Miłosierdzie w słowie wyraża się najpierw w obronie innego przede mną samym i moim ocenianiem. Wyrazem miłosierdzia może tu być pokora wobec drugiego człowieka i jego tajemnicy, przyjęcie możliwości mojej pomyłki (pokora wobec własnego sądu) oraz coś, co można by nazwać uczestniczeniem w Bożym spojrzeniu. Ilustrację tej postawy możemy znaleźć w opowiadaniu Karla Čapka, gdzie sądzony po śmierci człowiek pyta Boga, który jest świadkiem w procesie prowadzonym przez innych ludzi: «Dlaczego właśnie pan... dlaczego Ty, Boże, nie sądzisz sam?» I słyszy odpowiedź: «Dlatego, że wszystko wiem. Gdyby sędziowie wiedzieli wszystko, ale zupełnie wszystko, też by nie mogli sądzić; tylko by wszystko rozumieli, aż by ich od tego bolało serce». Nasze miłosierdzie będzie związane z «dobrym myśleniem» o drugim, doszukiwaniem się i mówieniem o dobrych cechach innych, co nie jest łatwe, zwłaszcza wśród najlepiej nam znanych. Znowu powraca tu motyw doświadczenia obdarowania: «Ten, kto jest świadom otrzymanej Bożej dobroci, nie może już występować przed Bogiem jako sędzia innych»” (K. Popławski, Błogosławieni miłosierni...).

L4: W kontekście modlitwy warto przytoczyć znów fragment Dzienniczka, a właściwie błagalną modlitwę św. Siostry Faustyny. Odmawialiśmy ją wiele razy we wspólnocie, przygotowując się do nawiedzenia obrazu i relikwii:

„Dopomóż mi, Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, Panie, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, przyjmować na siebie cięższe i bardziej mozolne prace. Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. (...) Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. O Panie, pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie. Niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich. (...) Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój” (Dz. 163).

Śpiew: O, Piękności niestworzona

P: (odczytuje tekst, można postarać się również o nagranie przemówienia, które jest dostępne w Internecie) Jan Paweł II w 2002 roku na krakowskich Błoniach powiedział: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba «wyobraźni miłosierdzia», aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj». Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało”.

Tej wyobraźni miłosierdzia potrzeba jeszcze w tysiącu innych sytuacji. Szczególnie potrzeba jej nam, ludziom młodym. Potrzeba jej szczególnie również wtedy, kiedy drugi człowiek zginie lub zniszczy swoją rodzinę, utraci wiarę lub popełni samobójstwo, odda się rozpuście, pójdzie w alkohol, narkotyki. Właśnie wtedy powinien znaleźć się ktoś, kto poda mu rękę. Trzeba mieć wyobraźnię miłosierdzia, żeby zauważyć zarówno to, w czym powinienem pomóc, jak to, w jaki sposób to zrobić. To chyba dlatego ludzie biedni prędzej zauważą człowieka w potrzebie i starają się na miarę swoich skromnych możliwości podać mu rękę, niż ludzie bogaci. Syty nie zrozumie głodnego – nawet w przysłowiach to zauważono.

L1: Jesteśmy wezwani do tego, aby nieść światu ogień pokoju i miłosierdzia. Jesteśmy dziś wezwani do rozbudzania w sobie „wyobraźni miłosierdzia”. A nic lepiej nie pobudzi w nas „wyobraźni miłosierdzia”, niż przypatrywanie się różnym, wielkim i małym, bohaterom miłosierdzia. Św. Albert Chmielowski, Matka Teresa z Kalkuty są postaciami powszechnie znanymi. O heroicznym opiekunie trędowatych, Ojcu Janie Beyzymie z zakonu jezuitów, czy o Matce Marii Karłowskiej, która oddała się pracy wśród prostytutek, ludzie dowiadywali się przy okazji ich beatyfikacji. Kilka lat temu zmarł tragicznie wielki przyjaciel narkomanów, śp. Marek Kotański.

Warto także podglądać różnych zwyczajnych ludzi, którzy robią może coś niewielkiego dla innych, czego robić by nie musieli, a jednak to robią. Takich ludzi na pewno jest wśród nas za mało, jednak arytmetycznie jest ich wielu. Gdybyśmy umieli więcej ich zauważać, cieszyć się dobrem, jakie płynie z różnych ich inicjatyw – ludzi takich na pewno by przybywało. Może niejeden z nas powiększyłby ich grono. Tymczasem wielokrotnie jest tak jak w pewnej przenośni: Powiedział ktoś do kamieni: bądźcie ludzkie. Kamienie powiedziały: Nie jesteśmy jeszcze wystarczające twarde. Serca wielu ludzi, niestety w tym również nas, stwardniały. Tymczasem potrzeba, aby każdy z nas na nowo rozpalił w sobie chęć pomocy bliźniemu. Powinien to uczynić każdy człowiek, ponieważ z dobrem jest podobnie jak z podatkami. Najwięcej pieniędzy państwo otrzymuje wcale nie od tych, którzy płacą duże podatki, bo takich płatników jest stosunkowo niewielu. Podstawowe fundusze płyną do kasy państwowej od tych milionów zwyczajnych i raczej mało zamożnych obywateli, którzy stanowią większość społeczeństwa. Podobnie, podstawowe dzieło miłosierdzia wykonywane jest – albo zaniedbywane – przez miliony zwyczajnych ludzi.

L2: (odczytuje wiersz Wilhelma Willimsa)

Czy już wiesz

że bliskość drugiego człowieka

może uczynić zdrowym

uczynić chorym

może zabić lub ożywić

czy wiesz

że bliskość drugiego człowieka

może uczynić dobrym

uczynić złym

uczynić smutnym lub radosnym

czy wiesz

że opuszczenie przez drugiego człowieka

może przynieść śmierć

czy wiesz

że przyjście drugiego człowieka

znów przynosi życie

czy wiesz

że głos drugiego człowieka sprawia

że znów uważnie słucha ten

kto na wszystko był głuchy

czy wiesz

że słowo

bądź czyn drugiego człowieka

sprawia że znów widzi

ten kto na wszystko był ślepy

kto nic nie widział

kto nie widział sensu w swoim życiu

i w tym świecie

czy wiesz

że czas poświęcony drugiemu człowiekowi

to więcej niż pieniądze

więcej niż lekarstwa

a w niektórych okolicznościach

więcej niż najlepsza operacja

czy wiesz

że wysłuchanie drugiego człowieka

działa cuda

że życzliwość przynosi procenty

że zadatek zaufania

stokrotnie nam się zwraca

czy wiesz

że czyn znaczy więcej niż mowa

czy to wszystko wiesz

czy wiesz też

że droga od wiedzy przez mowę

do czynu

jest daleka

jak droga między planetami

L3: Papież Jan Paweł II w encyklice o Bożym miłosierdziu Dives in misericordia napisał o zadaniu Kościoła w przekazywaniu Bożego Miłosierdzia, a przecież Kościół tworzy każdy z nas. Papież pisze: „Kościół głosi prawdę o miłosierdziu Boga objawioną w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie i wyznaje ją na różne sposoby. Kościół stara się również czynić miłosierdzie ludziom przez ludzi, widząc w tym nieodzowny warunek zabiegów o lepszy, «bardziej ludzki» świat dnia dzisiejszego i jutrzejszego. Jednakże w żadnym czasie, w żadnym okresie dziejów – a zwłaszcza w okresie tak przełomowym jak nasz – Kościół nie może zapomnieć o modlitwie, która jest wołaniem o miłosierdzie Boga wobec wielorakiego zła, jakie ciąży nad ludzkością i jakie jej zagraża. To właśnie jest podstawowym prawem i zarazem powinnością Kościoła w Jezusie Chrystusie. Jest ono prawem i powinnością Kościoła wobec Boga, a zarazem w stosunku do ludzi. Im bardziej świadomość ludzka, ulegając sekularyzacji, traci poczucie sensu samego słowa «miłosierdzie» – im bardziej, oddalając się od Boga, oddala się od tajemnicy miłosierdzia – tym bardziej Kościół ma prawo i obowiązek odwoływać się do Boga miłosierdzia «wołaniem wielkim» (por. Hbr 5,7). Takim «wielkim wołaniem» winno być wołanie Kościoła naszych czasów do Boga o miłosierdzie, którego pewność głosi on i wyznaje w Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym – czyli w tajemnicy paschalnej. Tajemnica ta niesie w sobie najpełniejsze objawienie miłosierdzia – czyli tej miłości, która jest potężniejsza od śmierci, potężniejsza od grzechu i zła każdego – miłości, która dźwiga człowieka z najgłębszych upadków i wyzwala z największych zagrożeń”.

P: Kierując się tą wiarą, nadzieją i miłością, którą Chrystus zaszczepił w naszych sercach, podejdźmy do ołtarza, weźmy z koszyka kopertę, w której znajduje się słowo Boga skierowane specjalnie do każdego z nas. Przyjmijmy to słowo i odnieśmy do naszego życia.

Uczestnicy spotkania podchodzą, zabierają kopertę. W trakcie podchodzenia powinien brzmieć delikatny podkład lub wspólny śpiew. Jeśli jest kapłan, udziela błogosławieństwa. Można również oddać cześć relikwiom przez ucałowanie.